sobota, 15 października 2011
środa, 31 sierpnia 2011
Koniec roku szkolnego
Dni mijały beztrosko. Wszyscy już wiedzieli, że Allisyn Stone i Fred Weasley są parą. Tuż przed zakończeniem roku szkolnego miał się odbyć wypad do Hogsmead. Wszyscy byli ucieszeni perspektywą świętowania zakończenia roku szkolnego z dala od murów szkoły. Gdy nadszedł upragniony wypad wszyscy uczniowie od trzeciej klasy wzwyż wylegli do miasta. Fred i Allisyn szli za rękę jak zawsze, towarzyszyli im George z Cho i Lee z Macy. Fred miał nadzieję, że ten wypad skończy się dobrze. Nie chciałby żeby ktoś z nich się pokłócił zwłaszcza, że już następnego dnia będą wracać do domu. Gdy tylko doszli do miasteczka poszli do trzech mioteł i znaleźli sobie miejsce na zewnątrz. Siedzieli i rozmawiali aż nagle podjęto temat, który całą szóstkę interesował:
- Już jutro do domu- powiedział George.
Pary prawie niezauważalnie przytuliły się do siebie jeszcze bardziej. Wszyscy cieszyli się z perspektywy całych dwóch miesięcy wolnych od nauki, ale z drugiej strony bali się o swoje związki. Wiedzieli, że dużo par rozpada się właśnie z powodu letniej rozłąki.
- Niestety- wyszeptała Cho.
- Cóż trzeba się z tym pogodzić, taka kolej rzeczy- powiedziała Allisyn.
- Ale mimo wszystko szkoda, że teraz kiedy jest tak dobrze nam wszystkim- stwierdził Lee.
- No właśnie to takie beznadziejne- dodał, Fred.
- Dlatego powinniśmy się cieszyć tym czasem jaki nam pozostał- zauważyła Allisyn.
- Cieszę się, ale jednocześnie smucę- zdradził Fred.
- To się nie smuć tylko ciesz.
Po tych słowach pocałowała go delikatnie. Długo jeszcze rozmawiali starając się nie myśleć o kończącym się dniu. Gdy zaczęło się ściemniać wracali do zamku. George z Cho i Lee z Macy z przodu, a Fred z Allisyn z tyłu starając się wykorzystać ostatnie chwile spędzane razem. W końcu Fred zadał Allisyn pytanie, które go męczyło od kilku dni:
- Jakie masz plany na wakacje?
- Pojadę zapewne na jakiś obóz, a czemu pytasz?
- Tak sobie.
- A ty?
- Raczej będę cały czas w domu. Zobaczymy się przez wakacje?
- No pewnie.
Wyraźnie mu ulżyło.
- To dobrze. A z kim jedziesz na ten obóz?
- Z różnymi ludźmi ze szkoły i nie tylko.
- A jedzie ktoś, kogo znam?
- Tak, Jared Chang między innymi.
- Aha.
Ta odpowiedź go zaniepokoiła. Odkąd Jared przestał umawiać się z Natalie jeszcze bardziej wczuwa się w rolę typowego podrywacza niż wcześniej, ale ufał Allisyn i postanowił, że nie będzie się o to niepokoił. Następnego dnia wszyscy uczniowie byli już spakowani i zaraz po mowie pożegnalnej wygłoszonej przez Dumbledore’a wsiedli do pociągu. Jak zawsze wszyscy szukali wolnych przedziałów. Fredowi udało się siedzieć w jednym z Allisyn. Gdy dojechali na miejsce pocałowali się długo i bardzo czule. Potem nie było już na to czasu. Wszyscy przeciskali się przez tłum starając się odnaleźć krewnych. Za nim Fred się zorientował Allisyn już szła ku barierce przenoszącej ją na dworzec King’s Cross. Miał nadzieję, że ich związek przetrwa wakacje.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Wyznanie
Po tym zdarzeniu Fred szybko rozprawił się z Ramoną. Powiedział jej, co o niej myśli i żeby dała mu spokój. Chyba zadziałało, nie utrudniała mu jak na razie życia. Jednak Fred nie miał jak porozmawiać z Allisyn gdyż ta cały czas siedziała w dormitorium chcąc uniknąć spotkania z nim. Dopiero w połowie kwietnia wszystko się wyjaśniło.
- Allisyn, czemu mnie unikasz?
- Nie unikam cię.
- W takim razie, co to wszystko znaczy? Od rana do nocy siedzisz w dormitorium.
- Ok, przyznaję się. Unikałam cię. To było głupie wiem. Przepraszam.
- Nie masz za co mnie przepraszać. Chciałbym żebyś wiedziała, że…
- Że nie jesteś z Ramoną. Tak, wiem.
- Skąd?
- Jej koleżanki powiedziały mi następnego dnia jak było naprawdę.
- To, dlaczego unikałaś mnie tak długo?
- Bo się bałam, że uznasz, że wyobrażałam sobie nie wiadomo co skoro tak wtedy zareagowałam.
- Naprawdę?
- Tak.
- Nigdy bym tak nie pomyślał.
- Dobrze wiedzieć.
- To zgoda?
- Zgoda.
Uśmiechnęli się z uczuciem, po czym uściskali. Stali tak może z kilka minut. Chcieli tym uściskiem nadrobić ten cały czas, kiedy ze sobą nie rozmawiali. W końcu oderwali się od siebie. Znowu zaczęli ze sobą swobodnie rozmawiać. Po tej rozmowie Fred obiecał sobie, że nie dopuści więcej do tego żeby ze sobą nie rozmawiali tak długo. Nie dopuści do tego żeby Allisyn była przez niego nieszczęśliwa. Wiedział, że nie może dłużej zwlekać z wyznaniem swych uczuć.
18. Relacje między Fredem i Allisyn nie były już zakłócane przez głupoty. Codziennie się teraz spotykali zwłaszcza, że zbliżał się koniec roku szkolnego. Fred postanowił, że tym razem wyzna, Allisyn co do niej czuje. Mieli się spotkać o siódmej wieczorem na błoniach. Czekał na nią. Zobaczył, że się zbliża. Przywitali się jak zawsze przytulając się do siebie. Rozmawiali godzinę. Fred stwierdził, że teraz albo nigdy.
- Allisyn…chciałbym ci coś powiedzieć.
- A o co chodzi?
- O nas.
- To znaczy?
Siedzieli na trawie trzymając się za ręce. Allisyn dodała mu odwagi swoim promiennym uśmiechem.
- Pamiętasz ten bal?
- Tak. A czemu?
- Bo wtedy nie chciałem żeby to się tak skończyło.
Dziewczynie zaczęło szybciej bić serce. Fred kontynuował:
- Chciałbym, żebyś wiedziała, że zależy mi na tobie. Chciałbym z tobą być.
- Mi też na tobie zależy i też bym chciała z tobą być.
Nic więcej nie musieli mówić. Fred objął ją w tali, a ona delikatnie dotykała jego szyi. Fred zaczął ją całować. Allisyn z łatwością poddała się tej przyjemności.
Pogodzeni na zawsze
Po tym zdarzeniu Fred szybko rozprawił się z Ramoną. Powiedział jej, co o niej myśli i żeby dała mu spokój. Chyba zadziałało, nie utrudniała mu jak na razie życia. Jednak Fred nie miał jak porozmawiać z Allisyn gdyż ta cały czas siedziała w dormitorium chcąc uniknąć spotkania z nim. Dopiero w połowie kwietnia wszystko się wyjaśniło.
- Allisyn, czemu mnie unikasz?
- Nie unikam cię.
- W takim razie, co to wszystko znaczy? Od rana do nocy siedzisz w dormitorium.
- Ok, przyznaję się. Unikałam cię. To było głupie wiem. Przepraszam.
- Nie masz za co mnie przepraszać. Chciałbym żebyś wiedziała, że…
- Że nie jesteś z Ramoną. Tak, wiem.
- Skąd?
- Jej koleżanki powiedziały mi następnego dnia jak było naprawdę.
- To, dlaczego unikałaś mnie tak długo?
- Bo się bałam, że uznasz, że wyobrażałam sobie nie wiadomo co skoro tak wtedy zareagowałam.
- Naprawdę?
- Tak.
- Nigdy bym tak nie pomyślał.
- Dobrze wiedzieć.
- To zgoda?
- Zgoda.
Uśmiechnęli się z uczuciem, po czym uściskali. Stali tak może z kilka minut. Chcieli tym uściskiem nadrobić ten cały czas, kiedy ze sobą nie rozmawiali. W końcu oderwali się od siebie. Znowu zaczęli ze sobą swobodnie rozmawiać. Po tej rozmowie Fred obiecał sobie, że nie dopuści więcej do tego żeby ze sobą nie rozmawiali tak długo. Nie dopuści do tego żeby Allisyn była przez niego nieszczęśliwa. Wiedział, że nie może dłużej zwlekać z wyznaniem swych uczuć.
Komplikacje
Przez cały miesiąc nic się nie działo. Było spokojnie. George i Cho od czasu do czasu się kłócili, ale szybko godzili, Lee nadal ukrywał się przed Susan, a między Fredem i Allisyn układało się tak dobrze jak nigdy. Wszystko było na dobrej drodze. Aż do czasu. To było w pierwszym tygodniu marca. Fred umówił się z Allisyn na korytarzu na piątym piętrze. Miał zamiar powiedzieć jej, co do niej czuje. Nagle usłyszał kroki. Obrócił się w tym kierunku, w, którym je słyszał. Rozczarował się. To nie Allisyn ku niemu szła tylko...Ramona. Od chłopaków się dowiedział, że od walentynek ona się w nim kocha. Była bardzo zła, gdy między nim, a Allisyn relacje się znacznie ociepliły. Teraz szła do niego pewnym krokiem. Chłopak wyczuwał kłopoty z daleka, ale wiedział, że musi raz a dobrze powiedzieć jej żeby nie robiła sobie nadziei. Niestety nie zdążył nic powiedzieć gdyż dziewczyna skutecznie go uciszyła. Gdy tylko znalazła się blisko niego zaczęła go całować. Próbował ją odepchnąć, ale dziewczyna była silniejsza niż wyglądała. Uwiesiła się na nim. Nie mógł jej od siebie oderwać inaczej niż przy użyciu siły, ale wiedział, że nie mógł tego zrobić gdyż od razu pobiegłaby do dyrektora. W końcu skończyła i powiedziała:
- Witaj kochanie.
Po czym przytuliła go. Chłopak był w takim szoku, że nie zdążył nawet zareagować. Nie wiedział czemu Ramona się tak zachowuje. Już po kilku sekundach doszło do niego, o co w tym chodziło. To było zwykłe przedstawienie, które miała zobaczyć Allisyn. Stała tam zdezorientowana, nawet z daleka było widać, że cierpi. Ramona uśmiechnęła się do niej złośliwie i powiedziała:
- Widzisz. Mówiłam ci, że jesteśmy razem. Nie masz tu, czego szukać!
Allisyn spojrzała na Freda i powiedziała drżącym głosem:
- To po to kazałeś mi tu przyjść? Chciałeś mi pokazać, że się z kimś spotykasz?
I poszła sobie. Ramona rzuciła tylko do Freda:
- Skoro nie możesz być mój nie będziesz także i jej.
Fred znienawidził w tej chwili Ramone. Szukał Allisyn wszędzie. W końcu spotkał ją w pustej klasie. Siedziała na biurku. Podszedł do niej ostrożnie.
- Allisyn…- zaczął.- To nie było to, co wyglądało.
Położył jej rękę na ramieniu. Gdy tylko to zrobił dziewczyna szybko wstała i skierowała się ku wyjściu.
- A niby, co to było?
- Sam nie wiem.
- Wiesz, co nie mam siły z tobą rozmawiać, nie teraz.
- Przepraszam…
- Niby, za co? Jesteśmy przyjaciółmi. Masz prawo spotykać się, z kim chcesz.
Po tych słowach wyszła zostawiając, Freda samego.
Powrót do zamku
Allisyn stała przed nim uśmiechając się lekko. Gdy tylko ją ujrzał rozpromienił się. Chciał ją przytulić, ale nie mógł. Była przecież z Cedrickiem. Odezwała się. Gdy tylko usłyszał jej głos serce zaczęło mu bić szybciej.
- Hej. Co tak siedzisz sam? Żadna dziewczyna nie była chętna żeby się z tobą umówić?- zażartowała.
Fred wzruszył ramionami.
- Może i były, ale nie interesują mnie takie jak one.
- A jakie cię interesują?
- Normalne.
- Ale dużo to mówi- znowu zaczęła żartować.
- Dość już o mnie. Jak tam randka?
- Cóż dała mi wiele do myślenia.
- To znaczy?
- Nie jestem już z Cedrickiem. Teraz wiem czemu Angelina się z nim nie umówiła. Kto by chciał być z kimś kto jest zakochany w sobie.
- I wcześniej tego nie zauważyłaś?
- Nie spotykaliśmy się. Chodziliśmy ze sobą, ale pisaliśmy tylko liściki, które jak się okazało pisał Jeffrey.
- Żartujesz?
- Nie.
- Co za dupek. Jak on mógł cię tak traktować.
- Widocznie mógł. To już przeszłość. Nie mogę umawiać się z kimś tylko, dlatego żeby zapomnieć.
- O czym chcesz zapomnieć?
- Nieważne. Po prostu się nie da.
- Tak, wiem coś o tym.
Nic więcej nie musieli mówić na ten temat. Od tej chwili napięcie między nimi minęło, znowu czuli się swobodnie. Postanowili wrócić do zamku. Po drodze rozmawiali na różne tematy. Po przejściu paru metrów nie świadomie chwycili się za ręce.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Walentynki
Przyjaźń Allisyn i Freda nadal trwała mimo pamiętnego balu. Ciągle coś do siebie czuli, ale żadne z nich się z tym nie ujawniało. Bali się swojej reakcji nawzajem. Pod koniec stycznia Fred czuł się jeszcze gorzej niż podczas ich pierwszej rozmowy po balu. Spowodował to fakt, że Allisyn zaczęła spotykać się z Cedrickiem Diggory’m. Fred bardzo cierpiał z tego powodu jednak nie chcąc stracić Allisyn udawał, że się cieszy. Allisyn natomiast dzięki temu zyskała kolejny powód by móc twierdzić, że Fred traktuje ją tylko jak przyjaciółkę. Ona sama zaczęła spotykać się z Cedrickiem po to by o nim zapomnieć. Oboje popełnili głupstwo. Zbliżał się luty, a wraz z nim walentynki. Z tej okazji miał być kolejny wypad do Hogsmead właśnie w święto zakochanych. Do 14 zostało już kilka dni i większość osób już się z kimś umówiła. Ku wielkiej uldze Freda spora ilość uczniów wybiera się z przyjaciółmi. Tak też zrobił Fred, postanowił, że wybierze się tam wraz z Jardem i Lee. Ani jednemu z nich nie poszczęściło się w sprawach sercowych jak na razie. Lee nie miał zbytnio czasu na flirt gdyż cały czas poświęcał na chowanie się przed, Susan, która wyraźnie go sobie upatrzyła. Jared natomiast zerwał ze swoją dziewczyną Natalie na kilka dni przed Walentynami i teraz również został sam. Tak, więc cała trójka postanowiła iść razem. Było bardzo wesoło. W drodze do Hogsmead śmiali się i rozmawiali. Jared doszedł do wniosku, że w walentynki lepiej być samemu gdyż jak twierdził nie musiał wydawać pieniędzy na zakup prezentu dla dziewczyny. Lee miał odmienne zdanie i resztę drogi spierali się ze sobą, kto ma rację. Gdy dotarli do miasteczka postanowili pójść do trzech mioteł na piwo kremowe. Siedzieli tam dobre parę godzin. Nagle do ich stolika dosiadły się trzy krukonki: Ramona, Elle i Macy. W trakcie rozmowy dowiedzieli się parę rzeczy na ich temat: Ramona była w ich wieku, a Elle i Macy rok młodsze. Jared i Lee byli bardzo zainteresowani rozmową z dziewczynami, ale Fred szczerze mówiąc się nudził. Postanowił się ulotnić zwłaszcza, że wyraźnie wpadł Ramonie w oko. Była ładna, ale nie obchodziło go to zbytnio. Nie sięgała Allisyn nawet do pięt. Nie tylko pod względem wyglądu, ale także charakteru. Wstał prędko i się pożegnał mówiąc, że idzie obejrzeć, co jest w sklepach. Tak naprawdę poszedł w stronę lasu mieszczącego się niedaleko wrzeszczącej chaty. Usiadł na kamieniu i zamknął oczy. Myślał o Allisyn. O tym, że chciałby jej powiedzieć, co czuje, ale nie chciał jej mieszać w głowie. Zwłaszcza, że zaczęła się z kimś spotykać. Nagle usłyszał kroki. Otworzył oczy. Nie mógł uwierzyć kto przed nim stoi.
Przyjaciele...
Minęło kilka dni od balu. W szkole huczało od plotek na tematy dotyczące balu. Gryfoni interesowali się głównie Garret’em i Katie Bell. W trakcie balu bawili się ze sobą, a nie ze swoimi partnerami, a następnego dnia zostali kolejną parą. George także znalazł dziewczynę. Tak jak się tego spodziewał Fred jego brat zaczął się spotykać z Cho. Cieszył się szczęściem brata, ale jednocześnie był przygnębiony. Powód był jeden: Allisyn. Od czasu balu starała się go unikać. Chłopak ją rozumiał, ale mimo wszystko postanowił spróbować jeszcze raz z nią porozmawiać. Chciał jej wytłumaczyć, że popełnił błąd i ten wieczór powinien się inaczej skończyć. Udało mu się z nią porozmawiać cztery dni po balu:
- Allisyn zaczekaj.
Dziewczyna obróciła się do niego przodem i zdobyła na radosny uśmiech, nie objął on jej oczu, które były smutne. Fred czuł się z tym źle, że to przez niego.
- Tak?
- Wiesz, chciałem porozmawiać z tobą na temat balu…
Nie udało mu się dokończyć bo dziewczyna szybko powiedziała:
- Jasne. Nie martw się to był tylko impuls. Nic więcej. Dobrze, że w porę się opamiętałeś. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Allisyn źle odebrała jego intencję. Chłopak chciał jej wytłumaczyć i przeprosić. Chciał jej powiedzieć jak bardzo żałuje, że do tego nie doszło, ale gdy usłyszał, co mu powiedziała stracił odwagę by jej to powiedzieć. Jednocześnie zabolało go serce, gdy usłyszał dwa ostatnie słowa. Uwierzył jej. Uwierzył, że to naprawdę nic nie znaczyło. Jednak prawda była inna. Allisyn pierwszy raz go okłamała. Tak naprawdę to było coś więcej i naprawdę jej na nim zależy, ale nie chciałaby wiedział. Nie zniosłaby odrzucenia z jego strony drugi raz. Fred nie wiedząc co powiedzieć rzucił tylko:
- Ok. Przyjaciele?
- Przyjaciele.
Uśmiechnęli się oboje dobrze ukrywając swoje prawdziwe odczucia. Odtąd miało im być ciężej utrzymać przyjaźń, które była już czymś więcej. Nie mogli tego cofnąć.
niedziela, 28 sierpnia 2011
Zła decyzja
Bal był bardzo wesoły. Fred praktycznie cały czas spędził w towarzystwie Allisyn. Śmiali się, bawili, i tańczyli. Muzyka była bardzo młodzieżowa i mimo oficjalnych strojów wszyscy poczuli się jak na imprezie u znajomego. Minęło wiele czasu. Najbardziej żywym punktem zaraz po parkiecie okazał się stół, na, którym stał poncz. Wszyscy często tam zaglądali ze względu na ciepło spowodowane tańcem i bardzo pełnej Sali. Wkrótce Allisyn i Fred musieli zrobić przerwę w tańcu i pójść się czegoś napić. Przy stole spotkali Cho i George’a. Stali i się z czegoś śmiali. Było widać gołym okiem, że mają się ku sobie, ale póki co żadne z nich nie chciało się z tym ujawnić. Zapewne przez Jareda, który teraz obściskiwał się z Natalie gdzieś w kącie dopóki nie nakryje ich któryś z profesorów. Fred postanowił zagadać brata.
- No witam, witam. Kogo my tu mamy?- zaczął żartobliwie.
- Dwójkę przyjaźnie nastawionych do bali osób.
- Widziałeś gdzieś Lee.
Cho zachichotała. George pośpieszył z odpowiedzią.
- Ukrywa się przed Susan- wytłumaczył.
- Czemu?
- Cóż…powiedzmy, że Susan bywa wkurzająca.
- Aha. Rozumiem.
Po tej wymianie zdań jego brat i Cho pobiegli z powrotem na parkiet.
Fred i Allisyn stali jeszcze chwilę przy stole z ponczem patrząc się na tańczące pary. Po chwili Allisyn oświadczyła:
- Jakoś nie mam ochoty tam wracać.
- Ja też.
Postanowili wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza. Wielu uczniów tak robiło gdyż było im po prostu za gorąco. Fred i Allisyn włóczyli się jakiś czas po korytarza od czasu do czasu natrafiając na innych uczniów. W końcu dotarli na taras wychodzący na jezioro. Usiedli na Marku patrząc w gwiazdy. Fred czuł się dobrze z Allisyn, nie czuł potrzeby żeby coś mówić podobnie ona, oboje rozumieli się bez słów. Musieli siedzieć tak długo. Wdali się w długą i przyjemną rozmowę jak zawsze zresztą. Po pewnym czasie napotkali swój wzrok i przerwali rozmowę. W tej chwili było coś magicznego. Patrzeli się na siebie jakiś czas. W pewnym momencie Allisyn przybliżyła się do Freda. Fred przeczuwał co chciała zrobić i było mu bardzo ciężko walczyły w nim sprzeczne myśli. Jedna jego część chciała tego, ale druga wolała nie ryzykować przyjaźni. Nie wiedział, której strony posłuchać. Wydawało mu się, że podjęcie decyzji trwało wieki, lecz w rzeczywistości ułamek sekundy. Nie wiedział czy podjął dobrą decyzję. To miało się okazać potem. Odsunął się od niej delikatnie i powiedział:
- Allisyn jesteśmy przyjaciółmi przecież wiesz.
Dziewczyna wiedziała o co mu chodzi. Oblała się rumieńcem. Po czym wstała uśmiechnęła się smutno. Do oczu naszły jej łzy. Po chwili wybiegła nie mogąc już ich dłużej zahamować. Pobiegł za nią. Chciał ją zatrzymać, ale mu się nie udało. Stał już przy Wielkiej Sali. Wśród tłumu dostrzegł szczęśliwe twarze par. Już wiedział, że podjął złą decyzję. Nie wiedział tylko czy uda mu się to naprawić.
Czekanie
Tego wieczoru wszyscy byli wykończeni. Na szczęście było ich tylu, że mogli pójść spać wcześnie i wstać rano wypoczętym. Nie chcieli mieć przecież na balu worków pod oczami. Gdy Fred wstał spostrzegł, że śpi jeszcze tylko Connor dzielący z nimi dormitorium reszta chłopaków już wstała i ku zdziwieniu chłopaka jadła śniadanie. Posłał pytające spojrzenie swojemu bratu. Natychmiast odpowiedział:
- Była tu rano McGonagall i powiedziała, że dziś wszyscy uczniowie będą dostawali posiłki w dormitoriach. No wiesz, Wielka Sala jest już udekorowana.
Fred wstał i zabrał się za śniadanie. Swoją drogą profesor McGonagall zawsze umiała zadbać by jej uczniowie nie chodzili głodni. Porcja była tak duża, że gdy się najadł zrozumiał, że to, dlatego, że następny posiłek dostaną dopiero wieczorem na balu. Bal miał zacząć się o ósmej wieczorem. Była już 14. Chłopcy mieli jeszcze trochę czasu żeby się powyłupiać, ale dziewczyny już zaczęły się zabierać do szykowania.
- Nie rozumiem ich- powiedział Lee.- Po co się szykują tak wcześnie?
Odpowiedział mu George.
- Bo może nie zauważyłeś ale taka np. Susan chciałaby żebyś nie odrywał od niej na balu wzroku i podziwiał ją bez przerwy.
Chłopcy spojrzeli na niego pytająco. Nie mieli pojęcia skąd mu się to nagle wzieło. George postanowił ich uświadomić.
- Słyszałem rozmowę jakichś dwóh puchonek na korytarzu- wzruszył ramionami.
- Nadal ich nie ogarniam, ale niech ci będzie- powiedział Lee.
O 18 chłopcy zabrali się do szykowania. Co chwila, któryś przeklnął pod nosem mamrocząc przy tym, że wyglądają głupio. W końcu udało im się osiągnąć cel i mogli już spokojnie zchodzić wraz z resztą chłopców na dół czekając na ich partnerki. Na dole panował ogromny tłok. Wszyscy chłopcy zebrali się i wpatrywali w schody obok Wielkiej Sali czekając aż ich partnerki wreszcie się pojawią. Powoli dziewczyny zaczęły zchodzić. Niektórzy chłopcy już machali na powitanie swoim partnerkom, a inni wciąż ich wypatrywali. Fred należał do tej drugiej grupki. Dostrzegał kilka znajomych twarzy, ale żadna z nich nie należała do Allisyn. Czuł się z tym głupio, ale zaczął być trochę spięty i podenerwowany. Nie tylko on, inni chłopcy też przejawiali takie uczucia. Dostrzegł Cho Chang z wdziękiem sunącą po schodach i podbiegającego do niej George’a. Dzisiaj prezentowała się wyjątkowo atrakcyjnie w srebrnej jedwabnej sukience, gładko spływającej aż do ziemi. Widział, że wielu chłopców patrzyło się na nią z rozdziawioną buzią, ale nie on. Chłopak skupiał się tylko na jednym: by dostrzec Allisyn. Wkrótce zaczęły schodzić inne znane mu osoby: Angelina Johnson wraz z Alicją i Katie oraz podchodzących do nich pewnym krokiem trójki puchonów. Susan Bonem, która dosłownia zaczęła zbiegać w podskokach dostrzegłszy Lee. W pewnym momencie dostrzegł Hermionę. Ich spojrzenia spotkały się na krótki moment, ale zaraz potem podbiegł do niej Ron i zaczął ją namiętnie całować. Fred zdziwił się ogromnie, bo jeszcze parę tygodni temu widząc Hemi czuł do niej słabość, a teraz była mu obojętna. Ucieszył się, że ma ten rozdział już z głowy. Po chwili dostrzegł tą osobę, którą chciał ujrzeć od rana: Allisyn. Zawsze była piękna, a dzisiaj szczególnie. Fred był pewien, że wszystkie dziewczyny w Hogwarcie razem wzięte nie wyglądały dziś ani nigdy tak pięknie jak ona. Chłonął wzrokiem każdy jej krok. To jak wyglądała. Jej lśniące blond włosy były upięte w bardzo elegancki i efektowny sposób. Jej suknia była czarna bez ramiączek i długa aż do ziemi. Oderwał wzrok od jej stroju chcąc jak najszybciej spojrzeć w jej oczy. Nie świadomie podszedł pod same schody czekając na nią i uśmiechając promiennie. Dziewczyna dostrzegła go od razu i równie szybko obdarzyła go ciepłym uśmiechem. Fred poczuł przypływ fali gorąca. Spojrzał w jej oczy. Był tak błękitne i głębokie, że chętnie by w nich zanurkował. Gdy tylko spojrzał w jej oczy zdenerwowanie minęło, uspokoił się od razu. Gdy zeszła przywitali się i poszli zająć miejsce w kolejce czekającej na bal.
Bal się zbliża
11. Przez następny tydzień Fredowi towarzyszyły wodzące za nim spojrzenia. Powód był jeden: on i Allisyn. Wszyscy w szkole, a w każdym razie na pewno wszyscy gryfoni byli niezwykle tym poruszeni gdyż Allisyn odmówiła już wcześniej kilku niezłym partią. Chłopak nie przejmował się tym i tak miał się lepiej niż Angelina i jej dwie przyjaciółki. Odkąd dowiedziano się, że Cedrick Diggory ją zaprosił inne dziewczyny rzucały jej nienawistne spojrzenia, na dodatek nie ze swojej winy sprowadziła ten los na Alicję i Katie gdyż Cedrick namówił swoich dwóch przyjaciół by je zaprosili. Tak więc nie zostało mu nic innego jak pocieszać się tą myślą, że nie wywołał aż takiego poruszenia. Chodził bardzo zadowolony, Lee i George dostrzegli błyskawicznie jego zmianę nastroju, ale podejrzewali, że to tylko z tego powodu, że nie musi się martwić, że pójdzie sam. Prawda była inna. Chodził taki wesoły gdyż często prowadził długie rozmowy z Allisyn. Zupełnie się jej nie krępował. Był przy niej taki rozluźniony i swobodny. Tak, więc czas mijał mu bardzo szybko. Jedynym jego zmartwieniem była teraz szkoła gdyż przez natłok myśli zaniedbał bardziej niż zwykle stertę zadań domowych czekających w jego dormitorium. Nie przejmował się tym bardzo, bo wiedział, że wkrótce rozpocznie się przerwa świąteczna i będzie dostatecznie dużo czasu by nadrobić poważne zaległości. Ale nie teraz. Teraz był zbyt zajęty. Wszyscy uczniowie pomagali w tym roku przy dekorowaniu szkoły gdyż większość nauczycieli była zajęta dekorowaniem Wielkiej Sali na nadchodzący bal. Zostało im już nie wiele czasu. Bal miał się odbyć już jutro.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Spontaniczne zaproszenie
Nie poszczęściło mu się przez następne parę dni. Tego ranka, gdy się obudził uświadomił sobie, że dziś wyczekiwany przez wszystkich wypad do Hogsmead. Nie miał ochoty zbytnio się gdzieś wybierać. Dał George’owi trochę monet i powiedział mu, że ma coś im obu kupić. Gdy pożegnał się z kumplami i skończył życzyć im udanego wypadu wreszcie mógł odetchnąć. Cieszyła go perspektywa całego dnia tylko dla siebie. Wreszcie mógł odpocząć od swoich poszukiwań. Większość dnia spędził pomagając Hagridowi dekorować Wielką Salę na święta. Gdy skończył udał się do pokoju wspólnego. Od razu rozsiadł się w „swoim” fotelu. Nie minęło 5 minut, a pojawiła się przy nim Allisyn.
- Hej- powiedziała, uśmiechając się przy tym rozbrajająco.
- Hej, myślałem, że wszyscy wylegli dzisiaj do Hogsmead.
- Powiedzmy, że zrobiłam sobie dzień wolny.
- To tak samo jak ja. Wreszcie poznałem kogoś równie dziwnego jak ja- zażartował.
- Nie przesadzajmy. Nie jesteś dziwny, może trochę inny niż ci normalni- zażartowała.
- Wiem, wszyscy mi to mówią. Taka rola.
- Biedaku, co z ciebie zrobiły te wygłupy- zaczęła się śmiać.
Jej nastrój udzielił się Fredowi bardzo szybko i wyrwała go z nudy. Nie zwracał uwagi na to ile ze sobą rozmawiali, ale chyba bardzo długo. Gdy przyszedł do pokoju wspólnego była zaledwie 13, a teraz na zegarku była 19. Czas szybko im zleciał. Nadawali na tych samych falach. Wkrótce rozmowa zeszła na temat balu.
- A jak z balem? Pewnie musisz oganiać się miotłą od chłopaków- zażartował.
- Aż tak jeszcze źle nie jest.
- Wiesz, w pokoju wspólnym trudno znaleźć partnera. Kto wie może pisane ci jest iść z jakimś ślizgonem- znowu zaczął żartować.
Allisyn udała, że zbiera jej się na wymioty. Oboje wybuchnęli śmiechem.
- Nie dzięki. Poza tym u nas w Gryffindorze są o wiele ciekawsi i fajniejsi kandydaci.
- Większość jest już zajęta.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Trudno. Widocznie ktoś inny mnie zaprosi.
Nagle Fredowi przyszła do głowy pewna myśl. Była to spontaniczna decyzja, ale co miał do stracenia? Najwyżej mogła mu odmówić.
- A co byś powiedziała na to żebyśmy poszli razem?
- Chętnie.
Chłopak nie mógł uwierzyć.
„ Rzeczywiście, George miał rację. Wystarczyło szukać blisko”.
- To spotkamy się przed Wielką Salą o wpół do ósmej wieczorem.
- Ok. Nie mogę się doczekać.
Uśmiechnęła się do niego, po czym wstała i poszła do dormitorium. Fred bardzo się cieszył. Po raz pierwszy od rozstania z Hemi poczuł tak wielką radość.
Rozglądanie
Idąc korytarzem dyskretnie przyglądał się dziewczynom. Mimo tego, że nie obchodził go zbytnio bal chciał mieć partnerkę, która by mu się w jakiś szczególny sposób spodobała. Przez cały dzień chodził po korytarzach i szukał, szukał bez skutku. Nie natrafił na żadną odpowiednią dziewczynę.
„Może jestem zbyt płytki.- pomyślał Fred. Jednak szybko odgonił tą myśl od siebie. „Przecież każdy ma prawo pójść z kimś, kto mu się podoba”- pomyślał po raz kolejny. Jego poszukiwania nie opłaciły się, żadna dziewczyna nie przykuła jego uwagi. W drodze powrotnej do pokoju wspólnego spotkał Jareda.
- Hej Fred.
- Cześć Jared.
- Jak tam.
- Nie najlepiej- przyznał Fred.
- Czemu?
- Szukam partnerki na bal.
- Ty też?
- To ty jeszcze nikogo nie zaprosiłeś? Ty? Kapitan drużyny quiddicha krukonów?
- Prawdę mówiąc jeszcze nie. Za to Cho wyraźnie nie ma z tym problemów- mruknął.
- Tak, słyszałem, że zaprosił ją George.
- Dlatego właśnie jeszcze na niego nie najechałem. Gdybyśmy się dobrze nie znali pewnie zamieniłbym go w ropuchę czy coś.
Fred uśmiechnął się w myślach. Obiecał sobie, że powie Lee, że Allisyn wygrała. „Tak Allisyn. Ta dziewczyna bez dwóch zdań coś w sobie ma. Ta jej nieprzewidywalność, wrodzony urok…”- myślał Fred.
Z rozmyślań wyrwał go Jared.
- W każdym razie jakoś nie wiem kogo zaprosić- ciągnął.
- Znam to.
- Myślałem o Alicji Spinnet, ale zaprosił ją Garret z Hufflepuff’u.
- Ciekawe, myślałem, że się nie znoszą.
- Widocznie Diggory wpadł na „genialny” pomysł żeby jego kolega i koleżanka jego partnerki bawili się razem.
- To całkiem prawdopodobne. Myślisz, że Katie Bell też zaprosi nagle jakiś puchon?
- Z pewnością. Na twoim miejscu zaprosiłbym ją.
- Chyba tak zrobię. A ty zaproś Natalie, ze swojej drużyny.
- Też fakt. Dzięki za pomysł, że też sam na to nie wpadłem.
- To ja lecę.
- Ok, pa.
Fred nie bardzo chciał zaprosić Katie, była jego koleżanką z drużyny i nie chciał żeby doszukała się w jego zaproszeniu czegoś więcej. W pokoju wspólnym nie było tłumu wieć bez problemu dostrzegł Katie.
- Hej Katie!- zawołał.
Dziewczyna obróciła się w jego kierunku i podeszła.
- O co chodzi?
- Masz z kim iść na bal?
Swoim wzrokiem wyrażał nadzieję, że już ją ktoś zaprosił. Katie zrozumiała.
- Tak mam.
- A z kim idziesz?- spytał Fred z wyraźną ulgą.
- Z Jeffrey’em. Wiesz, to ten kumpel od Cedricka Diggory’ego. Dopadł mnie dziś w bibliotece.
- Aha, no nic. To pa.
Chłopak ucieszył się, że nie musi iść z Katie, ale z drugiej strony żałował, że nie ma już tego z głowy.
„No nic. Trzeba będzie szukać dalej”- pomyślał
środa, 24 sierpnia 2011
Informacje o balu
Następnego ranka Fred bardzo niechętnie wywlókł się z łóżka. Powodem ku temu była złożona wczoraj samemu sobie obietnica. Chcąc nie chcąc i tak musiał się za to zabrać. Postanowił, że wypyta najpierw swoich najbliższych znajomych o to, kto już jest zajęty. Miał szczęście. W pokoju wspólnym siedział już George i Lee.
- Cześć chłopaki.
- Lee, zobacz kto wreszcie wstał.
- Bardzo śmieszne. Położyłem się wczoraj późno spać.
- Niech ci będzie. Siadaj.
Chłopak posłusznie usiadł w „swoim” fotelu. Woląc mieć już to z głowy postanowił przejść od razu do rzeczy.
- Robią akcje z tego balu, nie ma co.
- No właśnie. Najgorsze są te głupie szaty wyjściowe. Będziemy wyglądać jak kretyni- denerwował się Lee.
- Wiecie mi to jakoś obojętne- stwierdził George.
- Naprawdę? Ciekaw jestem z jakiego powodu- zainteresował się Lee.
George wzruszył ramionami. Tak jak się Fred spodziewał dyskusja na temat szat wyjściowych i innych tego typu sprawach potrwała dosyć długo, ale czekał cierpliwie, wtrącając co jakiś czas swój komentarz. W końcu chłopcy skończyli. Fred ponownie zaczął kierować rozmowę na ważny dla niego temat.
- Ciekawe, kto już zaszalał i kogoś zaprosił?
- Z tego co wiem, Angelina Johnson idzie z Cedrickiem Diggory’m. Wszystkie dziewczyny ponoć jej zazdroszczą.
- Lee moje kondolencje. Ktoś wyrwał twoją wymarzoną dziewczynę- zażartował Fred.
- Hahaha bardzo śmieszne. Ale i tak mam już z kim iść.
- A kogo zaprosiłeś.
- Wiesz…- zaczął Lee.
Przerwał mu George.
- On jej nie zaprosił.
- Nie?
- Wiesz to ona zaprosiła jego.
Lee poczerwieniał.
- Lee, kto cię zaprosił?
- Susan Bones.
- Ta puchonka?
- Tak.
- A ty George? Zdobyłeś już czyjeś serce?
- Tak.
- Kto cię zaprosił?
- Sam ją zaprosiłem- zaczął się bronić.
- Mniejsza o to, która to?
- Cho Chang.
- Brawo. Udało ci się wyrwać naprawdę niezłą sztukę.
- Może i tak, ale Jared mnie zabije.
- Niby czemu? Przecież z kimś musiała iść.
- No tak, ale wiesz jaki on jest. Wkurza się gdy do jego siostry zbliża się jakiś chłopak bliżej niż na odległość metra.
- Powinien dorosnąć. Ciekaw jestem co zrobi gdy Cho znajdzie sobie jakiegoś chłopaka.
- Ja też. Pewnie złamie mu parę kończyn, ale pani Pomfrey je poskłada.
- Stawiam siedem galeonów, że zdeformuje mu nos- powiedział Lee.
- A ja 4 galeony, że użyje na nim jakiś wymyślnych tortur- powiedział George.
- To ja 5 galeonów, że trafi go parę nieprzyjemnych zaklęć- dodał Fred.
- A ja wam powiem, że pewnie zamieni tego biedaka w ropuchę- odezwał się jakiś delikatny, kobiecy głos za nimi.
Cała trójka obróciła się w kierunku, w, którym słyszeli owy głos. Okazało się, że to Allisyn Stone. Dziewczyna dwa lata od nich młodsza.
- Stoi- zawołał Lee.
Uścisnęli sobie dłonie.
- Zobaczymy, kto wygra.
Po tych słowach obdarzyła chłopaków serdecznym uśmiechem i oddaliła się zawzięcie dyskutując o czymś z Parvati Patil.
- Ciekaw jestem czy ktoś już ją zaprosił- myślał na głos Lee.- Taka ładna dziewczyna nie powinna mieć trudności ze znalezieniem partnera.
- Lee, uważaj bo doniosę Susan o twoich głośnych myślach- zażartował Fred.
- Tak tylko się zastanawiam. Słyszałem, że ma na nią oko Jared.
- Jeśli nawet to jeszcze jej nie zaprosił. Jest zbyt pochłonięty odstraszaniem chłopaków od Cho- zaczął George.- Wiem, tyle, że za nim Diggory spytał się Angeliny, prosił Allisyn żeby poszła z nim na bal, ale mu odmówiła.
- I dobrze, po co nam jeszcze jedna wielka fanka Diggory’ego?- Spytał Lee.
Obaj bliźniacy wzruszyli ramionami.
- A kto ma jeszcze parę? – Spytał Fred.
- Pomyślmy…- zaczął George.- Lavender Brown idzie z Seamusem, a Dean Thomas zabiera ze sobą Ginny. Potter idzie z Parvati, a jej siostra z Bleisem Zabinim. Wiem jeszcze, że Neville idzie z Luną.- skończył wyliczankę.
- Aha. No nic ja lecę.
- Leć, leć. Tylko nie odleć za daleko. Pamiętaj, że żeby znaleźć partnerkę na bal nie musisz szukać daleko.
Fred uśmiechnął się do niego, po czym dodał w myślach: „Tak George zna mnie lepiej niż inni. Ciekaw tylko jestem czy ma rację”.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Życie po rozstaniu
Choć minęło parę dni rana po rozstaniu z Hermioną ciągle była świeża. Jego przyjaciele myśleli, że mu przejdzie, gdy tylko zobaczy ładną dziewczyną, mylili się. Fred nie potrafił zapomnieć. Mimo tego, że było mu ciężko nie miał wątpliwości, że podjął dobrą decyzję. Było mu to potrzebne by przejrzeć na oczy. Hermiona mimo zapewnieniom, że nie jest w stanie o nim zapomnieć już następnego dnia całowała się z Ronem przy klasie obrony przed czarną magią i chodziła dumna jak paw, bo została oficjalnie jego dziewczyną. Na szczęście Freda w ogóle to nie obeszło, uśmiechał się tylko na myśl o tym, jak bardzo Hemi jest wredna. Choć sprawiało mu to ból miał to gdzieś. Liczyło się tylko to, że wreszcie czuł się wolny. Jedynym jego zmartwieniem był bal bożonarodzeniowy. Nie mógł wrócić na święta do domu, bo za nim przejrzał Hemi wpisał się na listę uczniów, która zostaje w Hogwarcie. W jego ślady poszło większość uczniów, nikt nie chciał przegapić balu. Niestety chłopak najchętniej zostałby w swoim dormitorium. Spytał profesor McGonagall czy jest taka możliwość, ale to odpowiedziała mu, że wszyscy uczniowie mają obowiązek się stawić z partnerem i nie przyjmuje żadnych wymówek. Chcąc nie chcąc będzie musiał iść. Był na siebie wściekły, że się w to wpakował. Teraz pozostawało mu już tylko znaleźć partnerkę. Wiedział, że musi się pospieszyć za nim wszystkie dziewczyny zostaną zajęte. Obiecał sobie, że zacznie szukać towarzyszki na bal od następnego dnia.
środa, 17 sierpnia 2011
Rozstania i rozczarowania
Tym kimś okazał się Ron. Chłopak podszedł bliżej by usłyszeć o czym rozmawiają i wtedy ukłuł go żal i smutek tak jak nigdy gdyż jego brat powiedział:
- To jak? Pójdziesz na ten bal ze mną- chwytając ją za ręce- proszę.
- No pewnie, że pójdę.
Uśmiechnęła się, jednak zaraz potem mina jej zrzedła. Zauważyła, że Fred wszystko usłyszał. Spojrzał na nią tylko z bólem i szybko wyszedł z pokoju wspólnego. Hermiona pobiegła za nim. Znalazła go na murku na czwartym piętrze. Był bardzo rozczarowany. Czuł jakby serce pękło mu na milion kawałeczków. Miał wrażenie, że cierpiał jakby torturowano go cruciatusem.
- Fred…
Zaczęła nieśmiało, ale chłopak jej przerwał.
-Czego ode mnie chcesz?!
-Wiem, że to mogło dziwnie wyglądać…
- Dziwnie wyglądać?!- zaśmiał się jednak nie było w tym nic wesołego.- To nie było dziwne to było normalne jak na zakochaną parę!
- Nie mów tak.
- A jak mam mówić?! A ja ci ufałem. Wierzyłem w każde twoje słowo. Ciekawe ile jeszcze kłamstw mi mówiłaś.
- Ja nigdy…
- Wiem nigdy nie traktowałaś mnie poważnie. Powinienem się domyślić. Jaki byłem głupi!
- Nie mów tak! Przecież cię kocham.
- Nie mów tak! Przecież cię kocham.
- Kochasz?! Rona owszem, ale nie mnie! Ty chyba w ogóle nie wiesz co to znaczy kogoś kochać! Inaczej nie krzywdziłabyś wszystkich dookoła!
- Proszę cię…
- Ty mnie prosisz?! Chcę tylko wiedzieć jedną rzecz, a potem zapomnijmy, że w ogóle łączyło nas jakiekolwiek uczucie. Czy jesteś z Ronem?
Nie odpowiedziała. Spuściła tylko wzrok. Chłopak powtórzył pytanie:
- Czy jesteś z nim?
- Tak- wyszeptała zawstydzona dziewczyna.
- Aha. Zapomnijmy o sobie ok?
- Nie jestem w stanie zapomnieć o tobie…
- Ale ja o tobie tak! Żegnaj. Od tej pory wiedz, że ten czas jaki spędziliśmy razem to nic. Po prostu zapomnij o tym, że kiedykolwiek dałem ci się nabrać.
Po tych słowach oddalił się zostawiając dziewczynę samą.
Podejrzenia
5. Liście już dawno spadły. Był listopad. Fred od jakiegoś czasu się martwił. Chodziło o Hermionę i Rona. Chwilami miał wrażenie, że zachowują się jak para. Co prawda między nimi coś było, ale to już dawno skończone. Mimo wszystko niepokoiło to go i to bardzo. Postanowił porozmawiać z Hemi, gdy tylko będą sam na sam. Na szczęście umówił się z nią dziś wieczorem na błoniach. Będą mogli swobodnie pogadać. Cieszył się z tego powodu gdyż już dawno ze sobą nie rozmawiali. Gdy przyszła wyznaczona godzina był już pod „ich” drzewem i czekał. Po chwili dostrzegł zarys postaci wychodzącej z zamku. Gdy go ujrzała pomachała mu, a on odwzajemnił ten gest. Czekał aż Hermiona podejdzie.
- Cześć- przywitała się zalotnie dziewczyna, całując go przy tym w policzek.
- Hej.
- O czym chciałeś porozmawiać?
- Cóż jakby to powiedzieć…
- Tak…?
- Chciałem cię spytać czemu Ron ciągle zachowuje się tak jakby był twoim chłopakiem?- Mógł o to spytać brata, ale nigdy nie byli w specjalnie ciepłych relacjach więc wątpił, że zechciał by się przed nim zwierzać.
- Nie bądź niemądry. Ron i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. Jeśli on dalej traktuje mnie jak swoją dziewczynę to tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia- dziewczyna sama nie mogła uwierzyć w to, że tak dobrze umiała kłamać.
- Skoro tak.
- Nie wierzysz mi?
- Oczywiście, że ci wierzę. Po prostu jestem trochę zazdrosny, że wolisz jego.
- Nie bądź nie mądry. Poza tym nie masz powodów do zazdrości. Wiesz przecież, że kocham tylko ciebie.
Po tych słowach pocałowała go delikatnie.
- Ok. Masz rację.
Chłopak już więcej nie wracał do tego tematu.
Minął listopad. Nadszedł grudzień, a wraz z nim śnieg. Biała warstwa pokrywała wszędzie glebę. Fred nie mógł już się spotykać z Hermioną spotykać na błoniach ze względu na zalegający na kilka metrów śnieg. Na szczęście jego koledzy nie byli tak wrażliwi na śnieg jak Hemi i często wychodzili z nim na dwór żeby porzucać się śnieżkami. Dni mijały wesoło. Pewnego dnia, gdy Fred wstał z łóżka i zszedł na dół dowiedział się, że będzie bal bożonarodzeniowy. Ucieszył się bardzo zwłaszcza, że trzeba mieć parę. Od razu pomyślał o Hemi. Postanowił ją spytać, gdy tylko ją spotka.
Chłopak nie mógł jej nigdzie znaleźć, więc postanowił poczekać z tym do wieczora. Gdy nastał wieczór pobiegł do pokoju wspólnego licząc, że zastanie tam Hermionę. Nie przeliczył się. Niestety rozmawiała z kimś…
Trójkąt miłosny
Przez następny tydzień Fred chodził bardzo wesoły. Nikt, w Hogwarcie nie wiedział, o co chodzi z wyjątkiem dwóch osób: Hermiony Granger i George’a Weasleya. Nikt nawet nie przypuszczał, że ktoś tak wyluzowany jak Fred i ktoś taki jak rozsądna Hermiona mogą coś do siebie czuć. Chłopak po kilku potajemnych spotkaniach z dziewczyną był gotów nie kryć się ze swoimi uczuciami, ale powstrzymywała go jedna osoba. Hermiona. Ciągle powtarzała, że to nierozsądne, bo ludzie zaraz zaczną plotkować. Nie chciał jej denerwować gdyż już raz się zdenerwowała, że powiedział George’owi. Mimo tego, że zachowanie Hermiony wydawało się jego bratu podejrzane, sam Fred był zbyt zapatrzony w Hermionie by zwrócić na cokolwiek innego uwagę. W takim stanie mijały mu dni.
Hermiona natomiast miała mieszane uczucia. Z jednej strony była bardzo szczęśliwa, że spotykają się z Fredem, ale z drugiej nie, gdyż ciągle umawiała się z Ronem. Nie wiedziała jak zakończyć sprawę z jej kolegą. Dziewczyna miała nadzieję, że sam się zorientuje przebywając jednocześnie z nią i Fredem w jednym pomieszczeniu. Niestety Ron nie zauważał nikogo i niczego prócz Hermiony, tak, więc nie zwracał najmniejszej uwagi na Freda i na to jak patrzy na Hemi.
Sen i pocałunek
Następnego poranka Fred obudził się nieco później niż zwykle. Przez całą noc męczyły go koszmary w, których słyszał jak echo głośny płacz Cho. Usiłował ją znaleźć i jakoś pocieszyć, ale gdy tylko dobiegł na miejscu Cho pojawiała się Hermiona, która ciągle powtarzała: „Nie chciałam żeby to tak wyszło. Nie chciałam nikogo ranić.”, a potem głośno wołała na przemian Rona i Freda nie zauważając, że ten drugi klęczy obok niej. Po chwili chłopak zobaczył, że stoi nad nim Dumbledore i patrzy na niego karcącym wzrokiem. I w tym momencie sen się kończył. Fred nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Po dłuższych rozmyślaniach stwierdził, że to chyba był zwykły głupi sen spowodowany zmęczeniem po intensywnym treningu. Wyskoczył z łóżka i poszedł wykonać poranną toaletę. Po kilku godzinach siedzenia w pokoju z Georgem i wymyślaniu różnych śmiesznych gadżetów stwierdził, że czas zejść na dół. W pokoju wspólnym panował hałas jak zawsze.
- Ej Fred! Georgie! Chodźcie tu!
To ich kumpel Lee Jordan wołał ich do stolika przy którym popijał piwo kremowe. Bliźniacy bez chwili wahania przysiedli się. Fred usiadł w miękkim fotelu na, którym zresztą zawsze siadał. Georgie oparł się o ramię fotela i siedział na ziemi. Większość południa śmiali się i wesoło gadali na różne tematy.
- Idę na błonia. Idziecie ze mną?- spytał Fred.
- Nie dzięki, stary. Wolimy posiedzieć w ciepłym pokoju wspólnym.
- Ok.
Idąc korytarzem spotkał Hermionę. Uśmiechnął się do niej.
- Hej Hemi. Gdzie idziesz?
- Oh hej Fred. Przed siebie, a ty?
- Na błonia. Chcesz iść ze mną?
- Chętnie.
Dziewczyna opanowała emocje jakie przeżywała w tej chwili. Był dla niej zbyt ważny, więc nie chciała zacząć skakać z radości wokół niego. Poszli więc w milczeniu. Doszli do wielkiego drzewa mieszczącego się bardzo blisko jeziora. Usiedli pod nim. Fred nie przyznawał się do tego, ale lubiał przebywać z Hermioną.
- O czym myślisz?- spytał dziewczynę.
- O tym, że jest mi dobrze.
- Tak ogólnie? Czy teraz?
- Teraz i ogólnie.
Freda to ucieszyło.
- A ty, o czym myślisz?
- O tym samym i o tym, że chciałbym żeby ta chwila trwała wieki.
- Tak, to by było piękne. Szkoda, że to nierealne- dodała ze smutkiem.
- Właśnie. Dlatego staram się nigdy niczego nie żałować i jak najlepiej wykorzystywać czas.
- Też tak uważam. Zwłaszcza jeśli chodzi o relacje z drugą osobą.
- Masz coś konkretnego na myśli?
- Być może, ale nie jestem pewna czy powinnam się z tym zdradzać.
- Możesz mi zaufać.
- Kiedyś się dowiesz. Mam nadzieję.
- Nie lepiej by było gdybym się dowiedział teraz?
- Sama nie wiem.
- Ale ja wiem…Hermiono- dodał patrząc jej głęboko w oczy wymawiając jej imię z wielką czułością.- Co ci szkodzi w najgorszym wypadku może mi to dać wiele do myślenia.
- Cóż…- zawahała się.
- Proszę.
- No dobra. Czy jestem dla ciebie kimś ważnym?
- Tak- była to prawda, Hermiona zawsze była kimś ważnym w jego życiu, ale nie chciał się z tym zdradzać. Dziewczyna musiała wyczuć, że mówi prawdę bo po chwili uśmiechnęła się i powiedziała:
- Ty dla mnie też. Teraz chyba wiesz czego nie chciałabym żałować.
- Wiem.
Pochylił się lekko by złożyć na jej ustach delikatny pocałunek. Był wtedy bardzo podekscytowany i szczęśliwy, tak samo jak ona.
wtorek, 16 sierpnia 2011
Usłyszana kłótnia
Pierwszy tydzień roku szkolnego minął nadzwyczaj szybko. Fred nawet się nie zorientował, kiedy była już sobota. Nie było jeszcze dużo zadane, więc postanowił oddać się błogiemu lenistwu. Zchodząc do pokoju wspólnego zauważył, że większość uczniów zgromadziła się przy tablicy ogłoszeń. Zaciekawiony podszedł i od razu zrozumiał podekscytowanie gryfonów. Zbliżał się wypad do Hogsmead. Mimo, że miał się odbyć dopiero za dobre parych tygodni nie zmniejszało to entuzjazmu uczniów. Wszyscy byli uradowani perspektywą spędzenia większości dnia poza murami Hogwartu. Fredowi udzielił się wesoły nastrój.
Jego humor prysł dopiero, gdy spotkał Angelinę Johnson przed portretem Grubej Damy.
- Cześć Fred. Jak dobrze, że cię widzę. Nie chcę psuć ci planów na dziś, ale mamy wolne boisko i uważam, że im wcześniej zaczniemy ćwiczyć przed meczem, z puchonami tym lepiej. Trening o 18 punkt. Masz się stawić z bratem!
Nie uśmiechało mu się trenować, kiedy na dworze była wichura. Z drugiej strony cieszył się, bo trening w trudnych warunkach jest dobry i lubił wyzwania. Postanowił wykorzystać czas, jaki mu pozostał do 18 włócząc się po korytarzach. Nie szedł daleko, gdy spotkał na korytarzu Jareda Chang. Było słychać, że się z kimś kłóci. Sądząc po głosie, kłócił się ze swoją siostrą przyrodnią Cho. Był ciekaw co chłopaka mogło tak wzburzyć, że krzyczał na swoją młodszą siostrę.
- Mówię ci! To nie jest ktoś odpowiedni dla ciebie!
- Miłość nie wybiera!
- Jaka miłość!? Przecież nawet z nim nie jesteś!
- To co z tego!? Mam prawo interesować się każym chłopakiem! Nic ci do tego! Poza tym, lubisz go więc czemu tak reagujesz?!
- A jak mam zareagować?! Podoba ci się chłopak, który nie jest typem lubiącym się z kimś wiązać!...Po prostu się o ciebie martwię.
Położył jej rękę na ramieniu, jednak ona ją strąciła, mówiąc:
- Martw się lepiej o siebie! Tobie podoba się setka dziewczyn i ani razu nie robiłam ci z tego powodu wyrzutów, a były potworne! Wredne, głupie, bez serca, puste, płytkie i aroganckie! Dlaczego zawsze musisz mnie ranić?
I pobiegła korytarzem ze łzami w oczach. Fred nie wiedział co o tym myśleć. Czuł się głupio, że podsłuchał rozmowę kolegi z jego siostrą. Chciał o tym zapomnieć jak najszybciej, ale nie potrafił. Nigdy nie widział Jareda tak zdenerwowanego i wyprowadzonego z równowagi. Zastanawiał się nad dialogiem jaki usłyszał. Był ciekaw dlaczego Jared tak zareagował. Przecież nie znał nikogo kogo lubił by Jared i zabraniał swojej siostrze umawiać się z nim. „ To śmieszne- pomyślał Fred- przecież Jared zareagował by tak tylko gdybym to ja albo Georgie podobał się Cho”. Chciał poznać odpowiedzieć na to kim był ten chłopak. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że uzyskał na to odpowiedź w swoich myślach. Poszedł na trening, a potem już więcej tego dnia do tego nie wrócił.
Poranne kłamstwa Hermiony
Był wczesny ranek. Światło przedostawało się do dormitorium przez okno. W łóżku obok okna przeciągnęła się ruda postać. Głośno ziewnęła. I powiedziała:
- Ej, George wstawaj! Bo spóźnimy się na lekcje.
Druga ruda postać głośno westchnęła i odpowiedziała:
- Ok. Daj mi 5 minut.
Po 5 minutach obaj bracia Weasley: Fred i George byli już w Wielkiej Sali i nakładali sobie płatki. Nagle do ich stolika podeszła Hermiona. Fred zrobił jej miejsce obok siebie. Dziewczyna była wniebowzięta lekko mówiąc. Przecież zawsze liczył się dla niej Fred, a Ron był dla niej zwykłym kolegą, który był jej potrzebny tylko i wyłącznie do tego, by mogła przesiadywać z Fredem nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Gdy tylko usiadła zwróciła się do Freda:
- Hej Fred. Jak tam minęły ci wakacje? Bo mi super.
- Hej- uśmiechnął się, co sprawiło, że dziewczyna się zarumieniła- w porządku,…ale chyba powinnaś o to spytać Rona- dodał znacząco.
- Właśnie- przytaknął George- nasz braciszek bardzo się za tobą stęsknił przez wakacje- powiedział lekko się śmiejąc.
Dziewczyna się zmieszała.
- Nie wiem, czemu według was powinnam o to pytać Rona przecież jesteśmy tylko znajomymi- podkreśliła dwa ostatnie słowa.
- Cóż nie wygląda mi na to, żeby to był tylko kolega- powiedział Fred. Jednak postanowił nic więcej na ten temat nie mówić gdyż zdziwił się bardzo tym, że wypowiadając to zdanie usłyszał w swoim głosie nutkę żalu i zazdrości.
Na szczęście Hemi nic nie zauważyła. Powiedziała tylko:
- Nie wiem jak to wyglądało, ale ja wiem, że to tylko zwykły kolega i nic więcej. Muszę iść na transmutacje. Cześć.
Odchodząc dogonił ją Ron i próbował lekko objąć. Dziewczyna odtrącała jego zamiary dopóki Fred nie przestał jej widzieć. Modliła się w duchu, żeby Ronowi nie przyszło czasem do głowy ogłaszać, że są parą. Owszem, byli nią, ale tak jakby. Żadne z nich nigdy nie zaczęło tego tematu a, Hemi nie zamierzała go podjąć. Lubiła Rona, ale tylko jako kolegę, zaczynała żałować, że wykorzystała go do poznania Freda, Nie chciała go przecież zranić, a wiedząc, że to nieuniknione odkładała ten moment jak najdłużej mimo tego, że wiedziała, że to tylko pogorszy sprawę. Ale jest przecież tylko człowiekiem.
Postacie
Hej :) zamieszczam zdjęcia przedstawiające postacie i obok nich, krótkie info na temat postaci.
1.Fred Weasley. Przystojny, uroczy, i zabawny. Ma powodzenie u dziewczyn i jest tego świadomy. Uwielbia spędzać czas z przyjaciółmi z gryffindoru.
3. Hermiona Grenger. Najmądrzejsza dziewczyna w Hogwarcie. Interesuje się Fredem Weasleyem, mimo tego, że kręci z jego bratem Ronem.
4. Allisynn Stone. Bogata, urocza, inteligentna, utalentowana dziewczyna z gryffindoru. Jest przyjaciółką Hermiony. Póki co nikt się jej nie podoba.Krótko o mnie i o blogu
Hej :) Jestem początkująca w świecie blogów więc nie miejcie mi za złe jeśli początek będzie słaby. Na początku chciałabym was krótko wprowadzić. Jak sam tytuł wskazuje blog będzie głównie o Fredzie Weasleyu, ale również o innych postaciach z Harry'ego Pottera. Pojawiać się będą również postacie wymyślone przeze mnie. Piszcie co myślicie o moich postach w komentach :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




