Przez cały miesiąc nic się nie działo. Było spokojnie. George i Cho od czasu do czasu się kłócili, ale szybko godzili, Lee nadal ukrywał się przed Susan, a między Fredem i Allisyn układało się tak dobrze jak nigdy. Wszystko było na dobrej drodze. Aż do czasu. To było w pierwszym tygodniu marca. Fred umówił się z Allisyn na korytarzu na piątym piętrze. Miał zamiar powiedzieć jej, co do niej czuje. Nagle usłyszał kroki. Obrócił się w tym kierunku, w, którym je słyszał. Rozczarował się. To nie Allisyn ku niemu szła tylko...Ramona. Od chłopaków się dowiedział, że od walentynek ona się w nim kocha. Była bardzo zła, gdy między nim, a Allisyn relacje się znacznie ociepliły. Teraz szła do niego pewnym krokiem. Chłopak wyczuwał kłopoty z daleka, ale wiedział, że musi raz a dobrze powiedzieć jej żeby nie robiła sobie nadziei. Niestety nie zdążył nic powiedzieć gdyż dziewczyna skutecznie go uciszyła. Gdy tylko znalazła się blisko niego zaczęła go całować. Próbował ją odepchnąć, ale dziewczyna była silniejsza niż wyglądała. Uwiesiła się na nim. Nie mógł jej od siebie oderwać inaczej niż przy użyciu siły, ale wiedział, że nie mógł tego zrobić gdyż od razu pobiegłaby do dyrektora. W końcu skończyła i powiedziała:
- Witaj kochanie.
Po czym przytuliła go. Chłopak był w takim szoku, że nie zdążył nawet zareagować. Nie wiedział czemu Ramona się tak zachowuje. Już po kilku sekundach doszło do niego, o co w tym chodziło. To było zwykłe przedstawienie, które miała zobaczyć Allisyn. Stała tam zdezorientowana, nawet z daleka było widać, że cierpi. Ramona uśmiechnęła się do niej złośliwie i powiedziała:
- Widzisz. Mówiłam ci, że jesteśmy razem. Nie masz tu, czego szukać!
Allisyn spojrzała na Freda i powiedziała drżącym głosem:
- To po to kazałeś mi tu przyjść? Chciałeś mi pokazać, że się z kimś spotykasz?
I poszła sobie. Ramona rzuciła tylko do Freda:
- Skoro nie możesz być mój nie będziesz także i jej.
Fred znienawidził w tej chwili Ramone. Szukał Allisyn wszędzie. W końcu spotkał ją w pustej klasie. Siedziała na biurku. Podszedł do niej ostrożnie.
- Allisyn…- zaczął.- To nie było to, co wyglądało.
Położył jej rękę na ramieniu. Gdy tylko to zrobił dziewczyna szybko wstała i skierowała się ku wyjściu.
- A niby, co to było?
- Sam nie wiem.
- Wiesz, co nie mam siły z tobą rozmawiać, nie teraz.
- Przepraszam…
- Niby, za co? Jesteśmy przyjaciółmi. Masz prawo spotykać się, z kim chcesz.
Po tych słowach wyszła zostawiając, Freda samego.
O nie ;(
OdpowiedzUsuń