niedziela, 28 sierpnia 2011

Czekanie

Tego wieczoru wszyscy byli wykończeni. Na szczęście było ich tylu, że mogli pójść spać wcześnie i wstać rano wypoczętym. Nie chcieli mieć przecież na balu worków pod oczami. Gdy Fred wstał spostrzegł, że śpi jeszcze tylko Connor dzielący z nimi dormitorium reszta chłopaków już wstała i ku zdziwieniu chłopaka jadła śniadanie. Posłał pytające spojrzenie swojemu bratu. Natychmiast odpowiedział:
- Była tu rano McGonagall i powiedziała, że dziś wszyscy uczniowie będą dostawali posiłki w dormitoriach. No wiesz, Wielka Sala jest już udekorowana.
Fred wstał i zabrał się za śniadanie. Swoją drogą profesor McGonagall zawsze umiała zadbać by jej uczniowie nie chodzili głodni. Porcja była tak duża, że gdy się najadł zrozumiał, że to, dlatego, że następny posiłek dostaną dopiero wieczorem na balu. Bal miał zacząć się o ósmej wieczorem. Była już 14. Chłopcy mieli jeszcze trochę czasu żeby się powyłupiać, ale dziewczyny już zaczęły się zabierać do szykowania.
- Nie rozumiem ich- powiedział Lee.- Po co się szykują tak wcześnie?
Odpowiedział mu George.
- Bo może nie zauważyłeś ale taka np. Susan chciałaby żebyś nie odrywał od niej na balu wzroku i podziwiał ją bez przerwy.
Chłopcy spojrzeli na niego pytająco. Nie mieli pojęcia skąd mu się to nagle wzieło. George postanowił ich uświadomić.
- Słyszałem rozmowę jakichś dwóh puchonek na korytarzu- wzruszył ramionami.
- Nadal ich nie ogarniam, ale niech ci będzie- powiedział Lee.
O 18 chłopcy zabrali się do szykowania. Co chwila, któryś przeklnął pod nosem mamrocząc przy tym, że wyglądają głupio. W końcu udało im się osiągnąć cel i mogli już spokojnie zchodzić wraz z resztą chłopców na dół czekając na ich partnerki.    Na dole panował ogromny tłok. Wszyscy chłopcy zebrali się i wpatrywali w schody obok Wielkiej Sali czekając aż ich partnerki wreszcie się pojawią. Powoli dziewczyny zaczęły zchodzić. Niektórzy chłopcy już machali na powitanie swoim partnerkom, a inni wciąż ich wypatrywali. Fred należał do tej drugiej grupki. Dostrzegał kilka znajomych twarzy, ale żadna z nich nie należała do Allisyn. Czuł się z tym głupio, ale zaczął być trochę spięty i podenerwowany. Nie tylko on, inni chłopcy też przejawiali takie uczucia. Dostrzegł Cho Chang z wdziękiem sunącą po schodach i podbiegającego do niej George’a. Dzisiaj prezentowała się wyjątkowo atrakcyjnie w srebrnej jedwabnej sukience, gładko spływającej aż do ziemi. Widział, że wielu chłopców patrzyło się na nią z rozdziawioną buzią, ale nie on. Chłopak skupiał się tylko na jednym: by dostrzec Allisyn. Wkrótce zaczęły schodzić inne znane mu osoby: Angelina Johnson wraz z Alicją i Katie oraz podchodzących do nich pewnym krokiem trójki puchonów. Susan Bonem, która dosłownia zaczęła zbiegać w podskokach dostrzegłszy Lee. W pewnym momencie dostrzegł Hermionę. Ich spojrzenia spotkały się na krótki moment, ale zaraz potem podbiegł do niej Ron i zaczął ją namiętnie całować. Fred zdziwił się ogromnie, bo jeszcze parę tygodni temu widząc Hemi czuł do niej słabość, a teraz była mu obojętna. Ucieszył się, że ma ten rozdział już z głowy. Po chwili dostrzegł tą osobę, którą chciał ujrzeć od rana: Allisyn. Zawsze była piękna, a dzisiaj szczególnie. Fred był pewien, że wszystkie dziewczyny w Hogwarcie razem wzięte nie wyglądały dziś ani nigdy tak pięknie jak ona. Chłonął wzrokiem każdy jej krok. To jak wyglądała. Jej lśniące blond włosy były upięte w bardzo elegancki i efektowny sposób. Jej suknia była czarna bez ramiączek i długa aż do ziemi. Oderwał wzrok od jej stroju chcąc jak najszybciej spojrzeć w jej oczy. Nie świadomie podszedł pod same schody czekając na nią i uśmiechając promiennie. Dziewczyna dostrzegła go od razu i równie szybko obdarzyła go ciepłym uśmiechem. Fred poczuł przypływ fali gorąca. Spojrzał w jej oczy. Był tak błękitne i głębokie, że chętnie by w nich zanurkował. Gdy tylko spojrzał w jej oczy zdenerwowanie minęło, uspokoił się od razu. Gdy zeszła przywitali się i poszli zająć miejsce w kolejce czekającej na bal.

1 komentarz: